Jesienna chandra to mit. Znam eksperta, który to potwierdza
Jesień wcale nie musi być smutna. Sprawdzone sposoby na dobry nastrój

Lato w tym roku było tak samo kapryśne jak kobieta w trakcie menopauzy – nie żebym znała to z autopsji. Za młoda przecież jestem, to wszyscy akurat wiedzą. A wiedzą okazuje się jeszcze więcej, ale to temat na osobną dyskusję, jak już zostanę ekspertem od tajnej wiedzy ludzkiej głupoty. Dziś będę mistrzem, sypiącym z rękawa świetnymi pomysłami na to, jak pozbyć się jesiennej chandry. Ba! Ponoć jeśli będziecie stosować się choćby do trzech zaleceń, to w ogóle do niej nie dopuścicie.
Proszę Państwa,
oto kilka sprawdzonych – nie ukrywam – sposobów na to, żeby nawet gdy leje, wieje, jest szaro, buro, smutno, zimno i w ogóle do dupy, jednak dało się przetrwać i jeszcze się z tego cieszyć.
Seks
Jak mówiłam – z grubej rury. Choć, jak legendy głoszą, nie o to cały ambaras. Od zarania dziejów to zjawisko nam towarzyszy – i dzięki Bogu! Choć nie wiem, czy to stosowne, żeby akurat tutaj dziękować.
Jest częścią nas. Naszych uczuć i potrzeb. Dla jednych większych, dla drugich mniejszych, ale zawsze przyjemnych i – jak się okazuje – potrzebnych. A po co? A po to, żeby sobie nastrój poprawić, zgubić kalorie (czasem z dziką satysfakcją!), przypomnieć sobie o własnej atrakcyjności, zrzucić ciężar z duszy, na który czasem nic innego nie pomaga. Być bliżej drugiego człowieka – bo bliżej to się już chyba nie da. Dać sobie tę chwilę zapomnienia i nie żałować.
Nie będę Wam tu opisywać scen rodem z 50 twarzy Greya, bo dla każdego intymność oznacza coś zupełnie innego. Ale radzę Wam ogólnie: zażywajcie, porcjujcie dawki, bo jesień jest długa. A jeszcze zima przed nami, więc się oszczędzajcie. Mimo to, też sobie nie żałujcie. Wszak to wszystko dla zdrowia – zwłaszcza psychicznego, które w tej aurze może dokuczać najbardziej.
Zajmij sobie czas
Ja wiem, rozumiem – przeciętny, normalny człowiek większość wspomnianego czasu spędza najpierw w szkole, potem w pracy, potem z rodziną, dziećmi – wiadomo. W różnych kombinacjach, ale zazwyczaj praca pochłania sporą część dnia, jeśli nie jego większość. I dobrze, bo gorzej, jakby jej nie było – wtedy siedzenie w domu stałoby się kolejnym problemem i trzeba by było wymyślić, co robić tyle godzin, żeby nie zwariować.
Ale skoro już po pracy, po lekcjach z dziećmi, po sprzątaniu, obiedzie, praniu, wizycie u lekarza, mechanika, hydraulika – możemy, a nawet powinniśmy, zrobić coś dla siebie. Dla ducha, bo okazuje się, że wszystko musi współgrać.
Jesienne wieczory, gdy chłodne – to kocyk i herbata w ulubionym kubku. I film, serial, dokument. Nie macie pojęcia, ile przez lata nagromadziło się wartego uwagi kina. Filmów, które zostają w człowieku na zawsze, uczą, zmuszają do myślenia, motywują. Ja praktykuję wieczory filmowe z moją serdeczną przyjaciółką – co spotkanie to inna tematyka. Głównie kino europejskie, niestety pomijane, a szkoda – perełek jest sporo.
Dla pań w szczególności polecam jakiś fajny romans. Jak Wam się potem przyśni w nocy boski Alvaro, to macie gwarancję, że obudzicie się w doskonałym humorze. A jeśli obok przyplącze się jakiś mąż – pięknie wrócicie do punktu pierwszego.
Polecam też zapomniane ostatnio książki. Wiem, są ekranizacje, są audiobooki, ale nie ma jak wziąć do rąk takiej prawdziwej, papierowej, pachnącej drukarnią książki. Pogłaskać okładkę i udać się w podróż, gdzie w tle muzyka z szeleszczących kartek. Strona za stroną – kolejna historia albo kontynuacja tej, którą zacząłeś. Piękna sprawa – zapominasz o wszystkim, nie tylko o aurze za oknem.
Gry planszowe? Ja Wam powiem, że nie byłam zwolenniczką, ale można sobie zawsze znaleźć coś, co Wam przypasuje. I wcale nie trzeba dużych nakładów finansowych – wiele bibliotek, knajp, cukierni czy kawiarni oferuje taką formę spędzania czasu, a przy okazji można poznać kogoś nowego. To też ważny aspekt – ludzie, którzy cię otaczają.
Zwykły powrót do szkolnych lat, gra w „Państwa-miasta” na byle jakiej kartce papieru – potrafi sprawić ogromną frajdę. Mam na to świadków.
A może coś, czego wcześniej nie robiłeś? Co się za tym kryje? Na przykład to, że w mojej rodzinie akurat moja piękna córka oraz najlepsza na świecie ciocia są obdarzone talentem artystycznym. A mnie bliżej do jakiegoś awangardowego, zdrowo „nawalonego” malarza impresjonisty, ale i tak przyniosło mi to mnóstwo frajdy. Deszcz padał, ja siedziałam z psiapsi na podłodze i tworzyłyśmy dzieła, których żadna galeria by nie przyjęła, za to z radością ogromną.
Szukajcie, a znajdziecie – a potem cieszcie się jak dzieci, bo ani się obejrzycie, a będzie po świętach, po Nowym Roku i znów przyjdzie wiosna.
Witaminy, sport, dobre wybory
Oczywiście – jakby jej nie usiłować ubarwić – jesień to jednak okres, kiedy mamy mniej światła, temperatura mocno spada, częściej leje, a wirusy mają swój bal. Zdrowe odżywianie, pilnowanie śniadań – czyli najważniejszego posiłku dnia – oraz dieta bogata w warzywa, owoce i kiszonki naprawdę wiele dają, i to też sprawdziłam na sobie osobiście. Tak się dla Was poświęcam!
Suplementy? Jeśli chodzi o mnie, to tak sobie – uważam, że mamy tyle dobra w naturze, że w pigułkach nie trzeba. Lepiej pojeść czosnku, popić cytryną z miodem i imbirem, a po leki sięgać dopiero w ostateczności lub konieczności.
Co z tym sportem?
Ja jestem przeciwniczką narzucania czegokolwiek, bo każdy sam wie, co lubi, a czego nie znosi. Nie chodzi przecież o to, żeby sobie pogorszyć, tylko poprawić – o tym cały czas mowa. Wydaje mi się jednak, że chociażby spacer – zwłaszcza w pięknych okolicznościach przyrody – każdy lubi. Nawet w deszczu. Nastroicie się na romantiko, a po powrocie możecie rzucić chłopu komplement – może wreszcie naprawi kran, który cieknie od miesiąca. Wszyscy będą zadowoleni – same zalety!
Basen też jest świetnym pomysłem – i wcale nie musicie być jak Otylia. Możecie poleżeć w saunie albo w jacuzzi, patrząc na ciężką pracę przystojnych ratowników. Bądź pięknych ratowniczek.
Siłownia? Zwłaszcza ta na świeżym powietrzu. Jak wieje, to nikt nie zauważy, że się spociliście. Bieganie to już wyższy level, ale chociażby bieg do sklepu „bo promocja” – zaliczyć można spokojnie. Zimny prysznic? Podciągnijcie go pod morsowanie. Sami widzicie – jest w czym wybierać.
A co z tymi wyborami?
Wybierajcie mądrze – zarówno formy zapełniania jesiennych smuteczków, jak i ludzi, którzy będą Wam towarzyszyć. Nie chodźcie tam, gdzie Was nie chcą lub gdzie nie zostawiają na Was suchej nitki, jak tylko opuścicie grono. Nie traćcie dni na tych, którzy nie potrafią docenić Waszej obecności i poświęcenia.
Nie róbcie niczego na siłę. Samotność też jest fajna i potrzebna. Ta trudna umiejętność bycia samemu ze sobą każdemu jest do równowagi wskazana. Słuchajcie siebie, swojego serca i intuicji. Bądźcie dla siebie dobrzy i lgnijcie do ludzi, przy których nic nie musicie – za to wszystko możecie.
Na pewne sprawy nie masz wpływu
Tak to już jest. Lata lecą, czasy się zmieniają, pory roku następują po sobie. Nie przeskoczysz tego – nie ma co się wściekać, płakać, stawiać pomników depresji niemającej nic wspólnego z prawdziwą chorobą.
Jeśli ulegniesz nastrojom, bo pogoda nimi steruje – to lepiej już teraz idź do lasu i dogadaj się z niedźwiedziem. Żeby pozwolił Ci przespać z nim ten czas… albo żeby Cię zjadł. On raczej wybierze to drugie, więc dobrze się zastanów, zanim wyruszysz.
Przestaw głowę. Gdyby nie jesień, Bieszczady nie zapłonęłyby tysiącem barw. Gdyby nie zimno, ulubiony kocyk i sweterek, w którym wyglądasz bosko, nie doczekałyby się premiery. No i grzaniec nie smakuje lepiej o żadnej innej porze roku.
Nie marudź – na to zawsze znajdzie się pora. Nie narzekaj, tylko żyj. Przecież na tym to polega.
Anika Zadylak
Wasza ekspertka, również od dobrego humoru






